Cliff Young — historia prawdziwa

Ten blog nie mógłby istnieć bez historii o człowieku imieniem Cliff Young. To człowiek, który w pełni nieświadomie miał wpływ na ukształtowanie tysięcy, a może nawet setek tysięcy osób takich jak ja. Mimo, że Young nie żyje już od ponad 11 lat, świat o nim nie zapomni, między innymi dzięki takim wpisom.

Przypomnij sobie swój ostatni bieg. Pamiętasz?

Jaki był dystans? 5 km? 10 km? A może 42 km? Niezależnie od tego w jakiej jesteś kondycji, włożyłeś w to pewnie ogromny wysiłek. Doskonale znam to uczucie, kiedy ciało mówi: “chyba sobie żartujesz”. Wtedy mu odpowiadam “wcale nie!”, ale kilka kilometrów później w końcu przegrywam tę dyskusję. Rzadko udaje mi się przebiec 10 km, a co dopiero dystans maratonu, czyli ponad 42 km.

 




Oniemiałem, słysząc, że w Australii urządzali ultramaraton z Sydney do Melbourne, na odległość 875 km. Tak, osiemset siedemdziesiąt pięć kilometrów. To około 20 tradycyjnych maratonów. Odbyło się dokładnie 9 takich biegów w latach 1983 — 1991. W wielu źródłach podają, że biegi odbywają się corocznie aż do dnia dzisiejszego, ale ten oryginalny po raz ostatni odbył się właśnie w 1991 roku.  Na kolejne biegi zabrakło sponsorów. Szczegóły można znaleźć w książce — “The story of the Sydney to Melbourne Ultra marathons” — Phil Essam.

Na pierwszy z serii tych biegów (1983 rok), stawiło się wielu wspaniałych sportowców. Między innymi Tony Rafferty — najlepszy ultra maratończyk  tamtego okresu, George Perdon - mający wtedy 16 rekordów świata w ultra maratonach, Joe Record — zwycięzca 100-milowego biegu w Manly i wielu innych biegaczy. Wśród nich pojawił się też rolnik — Cliff Young.

Od tego momentu, istnieją dwie wersje opowiadań o tamtych wydarzeniach. Pierwsza, lansowana przez media, mówi o tym, że Cliff pojawił się na wyścigu w kaloszach, bo bał się, że może padać i był ubrany dokładnie tak samo jak się ubiera do zaganiania owiec. Nigdy wcześniej nie biegał, a tu pojawił się tylko dlatego, że na co dzień potrafił 3 dni bez przerwy zaganiać swoje owce i był pewien, że z tym biegiem też da sobie radę. Finalnie bieg wygrał, bo nie wiedział, że w trakcie trzeba spać… Rzeczywiście — idealna i medialna historia. Na tyle piękna, że po dziś dzień bezmyślnie jest powtarzana przez wszystkich. Szkoda tylko, że nieprawdziwa. Wytrwały obali ten mit.

cliff-young

 

Druga, prawdziwa opowieść, mimo że nie aż tak medialna, robi równie potężne wrażenie.

Kiedy Cliff startował do biegu w 1983 roku, miał 61 lat. W tym czasie był już zwycięzcą stumilowego biegu w Sydney, oraz w 1982 roku przebiegł w Colac aż 500 km, w czasie 3 dni, 16 godzin i 40 minut. Była to próba pobicia rekordu świata, który wynosił wtedy 11 dni i 23 godziny na dystansie 1600 km. Próba niestety nie udana, co Cliff tłumaczył niewystarczającym przygotowaniem jego zespołu i zbyt małym doświadczeniem.

A no właśnie — zespołu! Cliff nie był sam. Jego start organizowali Mike Tonkin i Terry McCarthy. Mike uzyskał samochody od lokalnego dealera Mazdy, a Terry zbierał finanse.

Mało tego. Nasz bohater długo trenował do swoich biegów. Na dodatek, nie trenował sam. Jego przyjaciel, Joe Record, wspomniany wyżej, trenował z Cliffem 3 miesiące przed biegiem. Zżyli się ze sobą do tego stopnia, że zawarli umowę o podział nagrody wynoszącej 10 000 USD na połowę, w razie gdy jeden z nich wygra.

Cliff Young nauczony doświadczeniem z wcześniejszych biegów, miał nawet specjalną dietę przed startem. Składała się z wysoko węglowodanowych produktów jak ziemniaki, fasola, zboże, miód i… lody ;)

W czasie zapisów na ultra maraton, absolutnie wszyscy wróżyli biednemu Cliffowi porażkę. Jego nieudana próba bicia rekordu świata oraz wiek nie zostawiały komentatorom i krytykom złudzeń. Odradzano mu udział na wszelkie możliwe sposoby, ale Cliff wiedział co to wytrwałość. Był świadomy swojego przygotowania, wiedzy oraz umiejętności, więc wystartował.

Trzeba przyznać, że nie miał łatwo. Po pierwszym dniu doznał uszkodzenia barku w trakcie upadku, ale po złych doświadczeniach z igłami biegnąc w Colac, tym razem na sam widok strzykawki wykrzyknął: “Dziękuję, ale nie”. I tak biegł dalej, nie do końca przejmując się swoją kontuzją. Zużył w czasie całego dystansu 10 par butów biegowych i wbrew legendom, spał na trasie 12 godzin.

Cliff Young, dzięki swojej wytrwałości, wygrał i wyprzedził drugiego uczestnika o 10 godzin, kończąc wyścig w czasie 5 dni, 15 godzin i 4 minut. Tym sposobem nie tylko zapisał swoje nazwisko na kartach historii, ale trafił też do serc bardzo wielu ludzi, w tym mojego.

A więc… Dalej sądzisz, że nie dasz rady?

 

Pozdrawiam,

signature3

 

PS. Wszystkie powyższe fakty pochodzą z książki “The story of the Sydney to Melbourne Ultra marathons” — Phil Essam. Zapraszam do lektury!

Wpisy, które mogą Ci się spodobać...

2 Responses

  1. Tomasz pisze:

    Smutne.

    Ciekawe ile innych “prawdziwych” historii znam…

    Dobry wpis.

  2. Wytrwały Wytrwały pisze:

    Postaram się znaleźć ich więcej ;)

    Wielkie dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title="" rel=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>